• Wpisów:47
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:342 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 144 / 720 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czy ktoś z tu zaglądających i posiadających własnego bloga zarabia na nim?
 

 
Jestem wyczerpana tym,że mój ukochany pracuje cały dzień i mamy dla siebie te krótkie chwile wieczorem... To tylko kilka godzin,ale jakże ważnych i bolesnych,bo wiem,że gdy jutro mnie pocałuje zobaczę go dopiero wieczorem...
 

 
Ciężko jest być matką-do 4 roku życia wychowywałam Synka sama... Teraz właśnie wychodzi brak męskiej ręki. Młody jest uparty,czasem bezczelny,a ojciec... Teraz wielki tatuś,a za jakiś czas znów zacznie pić i zapomni o dziecku. Dlatego nawet nie chcę,by za często się widywali,żeby dziecko nie robiło sobie złudnych nadziei,bo mnie chyba serce pęknie...
 

 
Opowiadajcie-jak Wam minął weekend?
 

 
życzę przyjemnej niedzieli-wietrznej,ale ciepłej... Pozdrawiam i niech wiatr zaniesie Wam pozdrowienia i pozytywną energię.
 

 
Zmieniłam profilówkę-kocham anioły i wampiry-anioły piękne i czyste,a wampiry uwodzicielskie,niebezpieczne i cudowne...
 

 
tekst na obudzenie-co chciałaś?no nie wiedziałam,że książęce oczy się nie otworzyły jeszcze (był wściekły,bo go obudziłam,żeby powiedzieć halu)
 

 
Z cyklu rozmowy z przyjacielem:
o:główna cipka bonda miała fajne cycki i wgl zgrabniutka lalunia
j:co tam cycki,fiutki fajniejsze
on sb to wyobraził i stracił apetyt
 

 
Nie wiem czym to spowodowane,ale dziś mam taki humor,że wszystko mnie drażni... Może to przez aurę,która dziś niespecjalnie rozpieszcza,choć u nas mokro,ale ciepło i przyjemnie jak na tą porę roku.
 

 
Puk,puk-jest tu kto? Pogoda do kitu,mokro i zimno.... Nastrój do kitu,głowa boli...
 

 
Niepokojaco niebezpieczne,a zarazem kuszaco piekne!
https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSUKp1zxIVHP1_M5NcgKFUKnkwBwZrVgTrxXeNaFpFVfWBvs0wp
 

 
Powiedzcie mi-jakiego jestescie wyznania? Pytam,bo interesuja mnie wszelkie aspekty zwiazane z roznymi wyznaniami. Moze nawet wykorzystam je do ktorejs z historii
 

 
Opowiedzcie jakie macie pomysły na prezenty dla waszych smyków
JA mam tysiąc i nie wiem co wybrać,ale na allegro są fajne roboty solarne lub auta na wodę. I oczywiście gra planszowa i książka edukacyjna,a on zażyczył sobie kosiarkę i banknoty do zabawy.
 

 
Życzę wszystkim miłego dnia. Wpadłam na pomysł,aby na tym blogu poruszać również kwestie,które mnie drażnią. Może w ten sposób ulepię nową historię.
  • awatar aleksandrastar: Temat,ktory bardzo mnie nurtuje od dluzszego czasu-kara smierci. Jestescie za czy przeciw i dlaczego?
  • awatar aleksandrastar: Pierwszy temat,który Wam zaproponuje-opowiedzcie czy jesteście samotni czy w związkach? Jak poznaliście swoją miłość? Jakie mieliście marzenia dotyczące partnerek/partnerów jako dzieci?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witajcie,jako że jestem tu tylko dwa dni opowiem wam co nieco o sobie-jestem Ewka. MAm 31 lat i 5-letniego synka. Przeniosłam się z miasta na wieś i jestem z tym szczęśliwa. JAk zauważyliście uwielbiam pisać opowiadania różnego typu. Właśnie powstają równolegle dwie historie-horror i dramat.Kocham zwierzęta. A Wy opowiecie mi coś o sobie? Zapraszam również do zadawania pytań jeśli chcecie coś wiedzieć o mnie.
  • awatar aleksandrastar: Powiem tak-może nie wiem i nie chcę wiedzieć jak wygląda idealne szczęście,bo ideały są nudne. Tak,jestem szczęśliwa i nie jestem z nim z przyzwyczajenia ani dla dziecka. Jestem z nim,bo chcę,bo go kocham,bo dał mi szczęście. Coraz bardziej się odkrywasz,może w ten sposób jakoś sobie pomożesz... A może powinieneś wyjść do ludzi,poszukać bratniej duszy,ale takiej realnej?
  • awatar Gość: A dzisiaj, dzisiaj siedziałem w knajpie. Pustej, może dlatego, że z tych poczciwych. Wybrałem tak dlatego, że to swego rodzaju dla mnie katharsis. To po tej nocy... Ale żadnego oczyszczenia nie było. A wręcz przeciwnie, bo kiedy kelner zaczął zbierać szklanki to nadszedł goryczy czas. Trzeba było się wynosić, ale dokąd tu iść. Kiedy wychodziłem, pomyślałem, że za swymi drzwiami zostawiam stare życie. Przed jakąś godziną znów je otworzyłem. I choć dobre chwile wciąż są za firanką to na fotelu rozsiadła sie nienawiść. Ta, która rozdzieliła nas. Jak to przemeblować? Nie mam pojęcia. Zaraz pewnie pójdę w ciemność, żeby jutro znowu wrócić tu.
  • awatar Gość: blask, jakby to była zbroja. Na jego piersi był chyba napis "sprawiedliwość". Strach ścisnął mi serce oszalałe, chciałem uciec, krzyczeć ale jakis bezwład mnie spętał. I kiedy zaświeciłem światło cały oblany zimnym potem, które zrozpędziło ciemność okazało się, że to nie realna postać tylko właśnie moje sumienie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

 
Które momenty z ukochaną osobą są dla was najważniejsze?
  • awatar Your_Drug: Te spędzone razem ♥
  • awatar aleksandrastar: Dla mnie najważniejsze są chwile,gdy trzyma mnie w ramionach i po prostu milczymy napawając się swoją bliskością. Kocham,gdy w nocy budzę się koło niego i patrzę jak spokojnie śpi,równo oddycha i nie wierzę czasem,że jest tylko mój.
  • awatar zagubiona w codzienności: Najważniejsze ? Chyba właśnie te najprostsze. Kiedy rozmawiamy,śmiejemy się,obżeramy . Takie proste, ale bardzo wiele dają.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czy wy też z taką niecierpliwością czekacie na święta,a potem żałujecie,że minęły tak nijako?
  • awatar aleksandrastar: @zagubiona w codzienności: to przede wszystkim,ale zawsze mam do siebie pretensje,że coś mogłam zrobić lepiej. Mogłam włożyć więcej wysiłku,aby było magicznie...
  • awatar aleksandrastar: @Wypijmy ! ^^: jasne,że zajrzę z ogromną przyjemnością
  • awatar zagubiona w codzienności: oo tak ! Zdecydowanie ! Zawsze mam wrażenie, że za mało czasu spędziłam z rodziną,źe mogłam inaczej i że chcę jeszcze raz !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Od zawsze kochalam anioly- sa czyste,nieskalane i po prostu piekne.
  • awatar aleksandrastar: Gdybym mogla miec piekno i lekkosc anielska :)
  • awatar Gość: dokladnie tak :)
  • awatar Your_Drug: Kiedyś miałam całą półkę w figurkach aniołów. Są piękne ! ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Gdy znalazła się w pewnej odległości nerwowo odwróciła wzrok. Próbowała uspokoić oddech. Zauważyła, że cos się do niej zbliża – coraz szybciej i szybciej! Chciała uciekać, ale poczuła tylko ostry ból. Nic poza nim… Ocknęła się po chwili. Nie wiedziała gdzie jest i co się dzieje. Nadal czuła ból. Była ciągnięta po asfalcie. Nie mogła złapać tchu. Chciała krzyknąć, ale ból pomieszany z przerażeniem blokował jej gardło…
Szedł coraz szybciej. Zmęczenie zaczynało coraz bardziej dawać mu się we znaki, ale nie pozwolił sobie na odpoczynek. Wtedy usłyszał dziwny dźwięk. Mimo strachu zatrzymał się i odwrócił. To co zobaczył przerosło jego najgorsze wyobrażenia. Chciał uciekać. Chciał jak najszybciej znaleźć bezpieczny kąt… Wtedy zobaczył ciało. Musiał podjąć decyzję czy uciekać i ratować życie czy pomóc istocie na środku ulicy. Pomyślał, że już może nie żyć. Postanowił jednak, że jeśli się nie upewni nigdy sobie nie wybaczy. Podszedł powoli. Ukląkł przy dziewczynie. Była cała we krwii, ale oddychała. Usłyszał znów ten dziwny dźwięk w zaułku ulicy. Ujrzał dwoje oczu patrzących na nich z nienawiścią.

Wtedy poczuła ostry ból. Pamięta, że upadła. Czuła, że ktoś ciągnie ją po asfalcie. Nie miała siły krzyczeć. Czuła jedynie ból. Nie odczuwała strachu. Nagle po prostu wszystko odpłynęło, a ona poczuła spokój…
Mężczyzna usłyszał dziwny dźwięk. Mimo strachu przystanął i odwrócił się. Rozejrzał się wokoło. Wiedział, że nadchodzi coś złego. Wtedy ujrzał coś co przyprawiło go o dreszcze. Chciał uciekać gdy zauważył człowieka. Młodą kobietę, która potrzebowała pomocy. Nie wiedział czy nadal żyje, ale nie wybaczyłby sobie gdyby nie sprawdził. Powoli zbliżył się do niej. Leżała na środku ulicy, cała we krwii. Nie ruszała się. Nachylił się nad nią… Oniemiał ze strachu. To co zobaczył przekroczyło jego najgorsze wyobrażenia o złu.
Z chwili na chwilę czuł się coraz bardziej niepewnie. Przeczuwał, że dziś spotka go coś bardzo nieprzyjemnego. Coś co raz na zawsze zmieni jego życie…
Wreszcie jej się udało. Uciekła z domu. Z tego piekła, w którym wszyscy chcieli ją kontrolować i ciągle czegoś zabraniał. Wreszcie była wolna. Nie bardzo orientowała się co to za miejsce, ale jednego była pewna – wreszcie mogła robić na co miała ochotę. Rozejrzała się wokół. Była w jakimś parku. Musiało być późno, bo była sama – przynajmniej tak jej się początkowo wydawało. Miała ochotę tańczyć, śpiewać. Wszystko nabrało dla niej barw. Szła powoli, napawała się swoją wolnością. Wtedy po raz pierwszy poczuła to. Ktoś ją obserwował. Jego wzrok budził w niej nieokreślony lęk, przeszywał ją na wskroś. Przyspieszyła kroku. Gdy znalazła się w pewnej odległości nerwowo odwróciła wzrok. Próbowała uspokoić oddech.


 

 
Zamach jedynkowy panny młodej

Jedno z najbardziej wkurzających wspomnień dotyczy moich lat licealnych. Zapamiętałam ten dzień tak dobrze, ponieważ nigdy wcześniej nie doświadczyłam aż tylu kompromitacji w ciągu 45 minut lekcyjnych. Właśnie zaczęła się wiosna, a wraz z nią piękna pogoda. Jak wiadomo taka aura nie sprzyja skupieniu. Marzyłam, żeby znaleźć się daleko stąd. W ogóle nie słuchałam co się dzieje wokół mnie. Siedziałam wtedy w ostatniej ławce przy otwartym oknie. Wiał miły wietrzyk, a firanka wylądowała na mojej głowie niczym welon pannie młodej. Nic kompletnie do mnie nie docierało, nawet poszturchiwania koleżanki. Nagle usłyszałam wymowne chrząknięcia. Odwracając się przywaliłam głową w ramę okna. To był oczywiście psorek.
P: - Widzę, że koleżanka rozmarzona, ale przypominam, że jesteśmy na lekcji, a nie w kościele-spojrzał wymownie na firankę, która wciąż była na mojej głowie. Zrobiło mi się głupio, więc ją zrzuciłam. On jednak dalej stał przy ławce, a firanka co chwilę lądowała wracała tam skąd ją zrzuciłam. Klasa wyła ze śmiechu. Ja byłam już nieźle wkurzona.
P: - Widzę, że marzy się ożenek, ale w sytuacji obecnej nie mamy męża-spojrzał na koleżankę z ławki ,uśmiechnął się i dodał- a może koleżanka zastąpi pana młodego?
Koleżanka spłonęła żywą czerwienią, a ja odwróciłam wzrok. Profesor wrócił za biurko. Klasa już miała niezły ubaw, a ja siedziałam wkurzona i zapewne czerwona ze wstydu. Niestety lekcja dopiero się zaczęła i tak jak myślałam psorcio otworzył dziennik.
P: - Dziś do odpowiedzi przyjdzie….. chwila ciszy, jego uśmiech ( praktycznie co lekcja szłam pierwsza do odpowiedzi, więc nie powinnam być zaskoczona) – nasza dzisiejsza panna młoda.
Usłyszałam okrzyk radości kilku kolegów. Wstałam i niechętnie ruszyłam przed siebie. Stanęłam przed nim, podałam zeszyt i czekałam na pytanie.
P: - Dziś porozmawiamy o śmierci. Powiedz nam czym różni się śmierć biologiczna od klinicznej.
Popatrzałam na niego jakby zapytał o coś w stylu opisz skład strukturalny planety. Nic nie odpowiadałam, rozglądałam się na boki. Spojrzałam także na annę- lalkę do ćwiczeń. Kompletnie nic mi nie przychodziło do głowy. Totalne zaćmienie umysłu. Po dłuższym czasie mojego milczenia padło kolejne pytanie.
P: - Czekamy na odpowiedź.
Robiłam się coraz bardziej czerwona, a nawet bordowa. Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
P: - To powiedz w takim razie która z czynności życiowych ustaje po śmierci.
Normalnie szok, ale nawet na tak banalne pytanie nie byłam w stanie udzielić żadnej odpowiedzi. Słyszałam już pojedyncze śmiechy. Chciałam się zapaść pod ziemię.
P: - Ok. Powiedz czy ma puls?
J: - no nie ma.
P: - Oddycha?
J: - No raczej…. Raczej nie oddycha.
P: - Oddycha czy nie?
J: - Nie żyje, więc nie.
P: - I co jeszcze?
Spanikowana spojrzałam na lalę. Olśniło mnie.
J: - Mózg mu się wyłącza… to znaczy umiera.
P: - Wow, cóż za postęp. Coś jeszcze mądrze dodasz?
J: - Robią się mu siniaki.
Popatrzył na mnie jak na wariatkę, podrapał się po głowie i zapytał.
P: - Jak to siniaki?
J: - No tam gdzie leży- byłam dumna, że coś wiedziałam chociaż patrząc na miny kolegów, koleżanek i psora coś pokręciłam.
P: - Uderzył się tam czy co?
J: - Nie, tak się robi jak ktoś nie żyje.
Klasa wybuchnęła śmiechem po raz kolejny. Było mi strasznie głupio, ale byłam pewna tych „siniaków”.
P: - To są plamy opadowe. Siadaj, jedynka. Poprawisz ją jutro rano.
Powlekłam się ze spuszczoną głową na miejsce. Firanka nadal koniecznie chciała znaleźć się na mojej głowie. Wkurzona wstałam i przesiadłam się do rzędu pod ścianą, do drugiej ławki. Wreszcie choć z tym miałam spokój, bo czułam, że klasa nie da mi żyć przez następne kilka dni. To jednak nie był koniec feralnych wydarzeń tego dnia. Po jakimś czasie okazało się, że psor potrzebuje nożyczek. Chcąc się wykazać wyjęłam narzędzie z piórnika i krzyknęłam
J: - Ja mam.
W tym samym czasie ktoś z rzędu przy oknie też chciał podać przedmiot. Rzuciłam się więc biegiem w stronę biurka. Niestety nie wyrobiłam na zakręcie, pośliznęłam się i odbiłam od ściany niczym piłeczka ping-pongowa. Niestety poleciałam wprost na profesorka, a nożyczki trzymałam nad głową. Wyglądało to jakbym chciała go zabić. On miał jednak spore poczucie humoru, więc rzucił z uśmiechem:
P: - Za nożyczki dziękuję, ale nie podejrzewałem nawet, że przez jedynkę mogę stracić życie.
Oczywiście tym słowom towarzyszyła głośna salwa śmiechu. Byłam już totalnie wkurzona na siebie, a jeszcze bardziej na wyjących ze śmiechu kolegów. Usiadłam z powrotem pod ścianą. Zamknęłam okno. Miałam nadzieję, że już bardziej wkurzona nie będę. Myliłam się. Kolejnym tematem lekcji była musztra. Profesor najpierw sam pokazał co i jak, po czym wezwał kilku chłopaków. Wszystkim szło idealnie. Psor kolejno wywoływał kolejne grupki, ale ja miałam nadzieję , że mnie to minie. Nerwowo spoglądałam na zegarek. Zostało 10 minut. Z nadzieją pomyślałam, że już za późno. Nagle usłyszałam kilka nazwisk, w tym koleżanki z ławki i moje. Ustawiliśmy się w rzędzie i czekaliśmy na komendy. Rzecz jasna wszystko pomieszałam, a na koniec poplątały mi się nogi. Pech chciał, że koleżance z ławki tez nie szło i w efekcie zderzyłyśmy się czołami niczym walczące koziołki.
P: - Widzę, że przed ślubem już agresja.
Wszyscy ryknęli śmiechem. Wtedy zadzwonił dzwonek. Jakaż była moja radość. Wszyscy naśmiewali się już nie tylko ze mnie, koleżance też się dostało. NA drugi dzień jednak byłam przygotowana do lekcji i z jedynki zrobiła się piątka.
 

 
1 Szedł ciemnym lasem. Nie chciał zwalniać kroku. Wiedział, że musi znaleźć bezpieczną kryjówkę. Potrzebował odpoczynku. Od dobrych kilkunastu godzin nie miał czasu odetchnąć. Las nocą wydawał mu się do tego najodpowiedniejszy. Musiał uciec jak najdalej. Przede wszystkim przed nią. Nie bał się nikogo, ale ona budziła w nim dziwny niepokój. Zwolnił kroku, gdy usłyszał szelest. Bał się, że może i tu go znalazła. Rozejrzał się wokół. Gdy zyskał pewność, że jest sam ruszył przed siebie. W myślach nawet śmiał się sam z siebie.
- To tylko las. Nie ma tu nikogo kto mógłby mi zagrażać - kpił sam z siebie w myślach.
Był już spokojniejszy, oddychał równo. Nadal słyszał ten szelest jednak powtarzał sobie, że to leśne zwierzęta. Robiło się coraz chłodniej, więc zaczął drżeć. W dodatku zaczął pokrapywać deszcz. Po raz kolejny usłyszał szelest. Przystanął, by się rozejrzeć. Nagle między drzewami zobaczył przemykającą postać. Znów zaczął się śmiać. Pomyślał, że to pewnie tylko sarna.
- Jakim cudem by mnie tu znalazła? Jest zbyt ciemno... – mówił sam do siebie próbując się uspokoić.
Rozejrzał się raz jeszcze. Nikogo nie zauważył, choć szelest nie ustawał. Ruszył przed siebie, gdy ponownie zauważył z boku postać. To nie było zwierzę, a człowiek. Miał nawet pewność, że to kobieta. Zadrżał ze strachu, nie mylił się. Stała między drzewami, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, ale w jej oczach było coś czego się bał. Płonęły nienawiścią tak głęboką, że szaleństwo gotowe było ją pchnąć do najgorszych czynów. Czynów o jakich nawet nie śnił w najgorszych koszmarach. Nie wiedział czy uciekać czy stanąć jej naprzeciw. Stał tak i patrzył na nią. Powoli ruszył w jej kierunku. Czekała na niego. Próbował odgadnąć jej reakcję, jednak jej oczy wyrażały wszystko. Każdy krok był dla niego trudny, bo przeczuwał, że jeden niewłaściwy ruch może go zgubić. Nagle zobaczył, że wyciąga rękę... Cofnął się, gdy zobaczył, że miała coś w dłoni. Zdawał sobie sprawę, że musi uciekać. Ona miała w ręce nóż. Stal błyszczała niczym diament. Zaczął biec. Usłyszał jej śmiech, który był wręcz demoniczny. Biegł coraz szybciej, ale wiedział ,że ona jest tuż za nim i pragnie jednego -zemsty! Zemsty za to piekło, którego doświadczyła - za każdą łzę, za ból. Im szybciej biegł tym ona głośniej się śmiała. Słyszał jej słowa:
2- Nie uciekniesz, jesteś mój!
Cały czas się śmiała, a jej słowa brzmiały niczym dziecinna wyliczanka. Wyliczanka śmierci!
Był już zmęczony i przemarznięty, gdy niebo rozdarł piorun. Przeraziło go to, że w tle usłyszał jej szyderczy szept :
- Nie uciekniesz!
Biegł coraz wolniej, i wolniej i wolniej ,a ulewa przybierała na sile. Nagle oślepił go błysk. Nawet korzeń był przeciwko niemu. Potknął się i upadł. Próbował się podnieść, ale był zbyt zmęczony i zmarznięty, a ręce grzęzły mu w błocie. Słyszał w pobliżu jej śmiech, a po chwili ujrzał jej oczy przepełnione nienawiścią. Próbował wstać, ale nie miał już siły. On, który od zawsze uważał się za nieugiętego leżał bezradnie w błocie przed kobietą. Przed kruchą istotą! Ona zbliżyła się. Patrzyła przez chwilę. Zobaczył ponownie ostrze. Bawiła się nożem uśmiechając się szeroko. Mogła być dumna, gdyż w końcu dopięła swego! Usiadła na nim okrakiem. Błagał ją o litość, ale ona nie słuchała. Stal była coraz bliżej, wręcz czuł jej chłód. Wtedy zobaczył jak czubkiem dotyka jego policzka szepcząc:
- Wiedziałeś, że Cię znajdę i teraz wiesz chyba co Ci zrobię.
Po raz kolejny uderzył piorun, a stal wbiła się w jego policzek głęboko i boleśnie.

Otworzyła oczy. Oślepiło ją ostre światło. Chciała się przed nim ukryć ,ale nie mogła się ruszyć. Powoli otworzyła zaciśnięte dotąd powieki. Rozejrzała się. Otaczały ją puste, odrapane ściany.
- Co to za obskórne miejsce – pomyślała lekko zszokowana
Zadawała sobie pytanie gdzie jest. Nie pamiętała nawet kim jest. Miała jedynie pewność, że musi uciekać, że nie może tu zostać, bo..... Pozostawało pytanie dlaczego, na które nie znała odpowiedzi. Była w obcym miejscu ,nie wiedziała kim jest i nie mogła się ruszyć. Cicho zaczęła nawoływać. Dłuższą chwilę pytała gdzie jest ,ale nikt nie odpowiadał. Zaczęła pytać coraz głośniej, wreszcie zaczęła krzyczeć. Krzyczała, błagała.... Cisza. Otaczała ją cisza, która była dziwnie 3złowroga. Nagle zauważyła czyjąś twarz w drzwiach. To była wysoka kobieta o krągłych kształtach. Podeszła bliżej. Ona skuliła się. Kobieta wyszeptała
- Nie bój się...
Powoli otworzyła oczy. Wtedy zauważyła też wysokiego, przeraźliwie chudego mężczyznę. Jego widok tak ją przestraszył, że zaczęła wierzgać, krzyczeć... Krzyczała długo i głośno... Nie pomagały prośby. Dopiero gdy mężczyzna wyszedł ona uspokoiła się. Nie potrafiła odpowiedzieć dlaczego tak krzyczała, ale ten mężczyzna... On ją tak przeraził- tego była pewna. Spędziła wiele dni w ciszy. Myślała nad swoim życiem. Przede wszystkim próbowała sobie przypomnieć ostatnie wydarzenia przez które musiała się tu znaleźć. Domyślała się, że jeśli nadal będzie milczeć niczego się nie dowie. Musiała zacząć rozmawiać. Było to dla niej trudne, ale konieczne. Powoli- dzień po dniu zaczęła się odzywać. Nie było to może zbyt logiczne, bo przecież nic nie pamiętała. Wiedziała tylko, że czegoś, a raczej kogoś się boi. Boi się tak bardzo, że traci kontrolę nad sobą. Bała się opuścić swój pokój. Tylko tu czuła się bezpiecznie. Te cztery ściany stały się jej azylem. Czasem tylko we śnie ktoś ją gonił, próbował skrzywdzić. Budziła się zlana potem, krzyczała, jednak gdy tylko zobaczyła to miejsce uspokajała się. Była spokojna dopóki nie zjawiał się koło niej wysoki, chudy mężczyzna.. Kobiet się nie bała, ale ten jeden mężczyzna ją przerażał. Kiedyś przyszedł niski i krępy człowiek i on nie wzbudził żadnej reakcji, ale ten wysoki... Próbowali jej pomóc odzyskać pamięć, ale ona nie wracała. W jej głowie były pojedyncze obrazy-jakiś mężczyzna biegnący za nią ,jej strach, jakieś krzyki i ból. Była pewna, że przez niego wiele wycierpiała. Za każdym razem gdy o nim myślała nabierała pewności, że musi sobie przypomnieć dlaczego się boi, dlaczego nic nie pamięta. I wiedziała, że gdy się tego dowie będzie chciała go spotkać. Jeszcze nie miała pojęcia jak się wtedy zachowa, ale czuła, że dzięki temu odzyska spokój. Musiała tylko wszystko sobie przypomnieć. Postanowiła nawet poprosić o pomoc niską pielęgniarkę. Nie chciała widzieć lekarza ,nadal się go bała. Ten irracjonalny prawdopodobnie strach był od niej silniejszy. Gdy pielęgniarka przyniosła jej rano śniadanie ruchem dłoni kazała jej usiąść. Długo patrzyły na siebie bez słów.
- Czy ja kiedyś wyzdrowieje? wyszeptała nieśmiało
Pielęgniarka wstała, pogłaskała jej czarne włosy i odpowiedziała:
4 - Jesteś młoda, piękna, całe życie jeszcze przed Tobą. Wiem, że jesteśmy w stanie Ci pomóc, ale musisz chcieć. Musisz się otworzyć. Nie stanie się to od razu, potrzeba czasu, ale zobaczysz, że wszystko wróci. Musisz tylko chcieć. - jej głos był łagodny.
- Jak mam pozwolić pomóc... Skoro nawet nie wiem kim jestem i dlaczego tu jestem... Wszystko uznajecie za pewnik, a ja mimo upływu czasu nie wiem nic. Zaraz… Może wy wiecie co się ze mną stało? zapytała pełna nadziei, ale i obaw.
Zauważyła, że pielęgniarka odwróciła wzrok jakby coś ukrywała. Ona musiała wiedzieć! Dziewczyna zaczęła dopytywać, po chwili wstała, stanęła przed pielęgniarka i wciąż pytała, ale kobieta nawet nie potrafiła spojrzeć w jej oczy. Odsunęła dziewczynę od siebie i próbowała wyjść, ale pacjentka nie pozwalała. Chciała znać odpowiedzi, chciała ich natychmiast! Pielęgniarka próbowała przejść ,ale dziewczyna nie ustępowała. Musiała się dowiedzieć dlaczego, jak... Miała tyle wątpliwości, tyle pytań.
- Uspokój się. Nie są Ci potrzebne nerwy. Gdy będziesz gotowa wszystkiego się dowiesz-powiedziała spokojnie, ale w jej głosie czuć było stanowczość.
- Ja muszę wiedzieć kim jestem, co tu robię! Muszę! Nie mam czasu czekać! - dziewczyna mówiła coraz głośniej, była bardzo zdenerwowana.
Jedyna osoba, która cokolwiek wiedziała nie chciała jej pomóc. Dziewczyna wpadła na pomysł.
- Jest Pani pielęgniarka. Macie pomagać ludziom, tak? Zatem proszę mi powiedzieć coś o mnie. Chce, ja muszę wiedzieć!
- Pomożemy Ci we właściwym czasie. Jeszcze nie teraz! - widać było zniecierpliwienie kobiety, ale dziewczyna nie zamierzała ustąpić.
- Nie teraz? Jeśli nie teraz to kiedy? Czuje się tu jak więzień! Przez was! - dziewczyna krzyczała.
Była bardzo zdenerwowana. Nie pozwoliła sobie nic wytłumaczyć, bo czuła, że nie może czekać. Czuła, że lekarze wiedzą coś co mogłoby jej pomóc zrozumieć. Nagle po prostu upadła. Gdy się ocknęła była przywiązana do łóżka. Zastanawiała się co się stało, przecież nie czuła się źle. Gdy przyszła pielęgniarka zapytała cicho:
5 - Co się stało?
- Nie denerwuj się. Ostatnio sporo przeszłaś i Twoje omdlenie było efektem osłabienia organizmu przez stres. Jak się teraz czujesz?- pogłaskała ją po ręce i uśmiechnęła się.
- Jak mam się czuć przywiązana do łóżka, nie wiedząc kim jestem i co tu robię?-dziewczyna znów zaczęła się denerwować.
- Może powinnaś uczestniczyć w terapii grupowej
? - On tam będzie?-dziewczyna była przestraszona, bo bała się, że wysoki doktor będzie koło niej, będzie blisko niej, będzie słuchał jej zwierzeń i.... Odwróciła się na bok. Nie chciała o tym słyszeć. Nie mogła znieść myśli, że mogłaby spędzać czas w jego pobliżu. Zastanawiało ją tylko dlaczego tak się go bała. Przecież nie on jest sprawca jej nieszczęść... Nie słuchała już tłumaczeń pielęgniarki, że tak mogłoby być lepiej. Wyłączyła się. Zasnęła. Obudziły ją jakieś dźwięki. Nasłuchiwała. Była w jakimś pomieszczeniu pełnym ludzi. Powoli otworzyła oczy. Nie mogła w to uwierzyć. Wbrew własnej woli znalazła się na terapii. Szybko zerwała się z łóżka i skuliła się w kącie. Była zła. Wręcz wściekła. Drzwi sali otworzyły się. Zauważyła doktora. Był to inny człowiek, ale niepokoił ją. Każdy jego krok w jej stronę był dla niej jak cios nożem. Jeszcze bardziej skuliła się tak, aby wiedział, iż nie chce, by podszedł bliżej. Nie chciała, wręcz nie wyobrażała sobie, że mógłby się do niej odezwać. Lekarz jednak usiadł na środku sali. Przedstawił się i zaczął mówić... Mówił i mówił, ale ona nie chciała go słuchać. Nie chciała tu być! Wtedy zauważyła ,że ktoś się ku niej zbliża. Dziewczyna ukucnęła gotowa do ucieczki. Przyjrzała się. To była kobieta. Usiadła na podłodze i zapytała
- Czemu uciekasz? Nie bój się. Wszyscy tu potrzebujemy pomocy. Nikt nice chce Cię skrzywdzić.
Wyciągnęła rękę mówiąc:
- Jestem Teresa. Jestem tu ponad rok, a Ty?-jej głos był spokojny.
Cofnęła rękę, gdy zobaczyła niechęć dziewczyny i jej odwrócony wzrok.
- Rozumiem Twoja niechęć, ale chcę pomóc.
6Mówiła do niej, ale dziewczyna nawet na nią nie spojrzała. Zastanawiała się teraz czemu tak przerażają ją wysocy mężczyźni. Jeden z nich musiał ją skrzywdzić, a ona musi zrobić wszystko by się dowiedzieć kto i co jej zrobił. Gdy się tego dowie odnajdzie go. Tak, to było jej postanowienie. Musiała sobie przypomnieć pewne wydarzenia. Wtedy zrozumie... Kilka dni uczęszczała mimo woli na terapię, lecz ciągle siedziała w swoim kąciku skulona. Rozmyślała. Cały ten czas towarzyszyła jej ta kobieta. Próbowała zacząć rozmowę, pytała, ale dziewczyna nie chciała rozmawiać. Nie czuła potrzeby otwierania się czy nawet kontaktu. Wystarczyło jej, że musiała rozmawiać z pielęgniarką, która od tamtego momentu budziła w niej niechęć. Po skończonych zajęciach, gdy już wszyscy wyszli zostały tylko one dwie. Dziewczyna powoli wstała. Chciała wyjść, ale kobieta zagrodziła jej drogę. Nie pozwalała jej opuścić sali. Dziewczyna była wściekła, ale kobieta nie ustępowała. Wzięła ją za rękę i posadziła na krześle. Wściekłość zamieniła się w strach. Ona się bała. Próbowała ukryć łzy. Kobieta usiadła blisko naprzeciw niej. Zaczęła mówić:
- Wiem co Ci się przydarzyło i wierzę, że jest Ci ciężko. Czujesz się przerażona, a nikt nie chce Ci zapewne udzielić informacji. Nie bój się mnie, postaram się pomóc-jej ton był spokojny, mówiła powoli.
Dziewczyna spojrzała na nią. W jej oczach widoczne były łzy.
- Mnie nie musisz się bać, już nic Ci nie zagraża... Powiedz jak to się stało, że tu jesteś?
Dziewczyna nic nie mówiła, miała tysiąc myśli. Czego chce ta kobieta, dlaczego jej nie zostawi w spokoju? Próbowała wstać, ale kobieta nie pozwalała. Dziewczyna nie chciała krzyczeć, nie mogła...
- Dobrze, skoro mi nie wierzysz opowiem Ci coś... Dziewczyna wstała i ruszyła ku wyjściu, ale kobieta mówiła:
- Ja też długi czas żyłam jak w klatce, bałam się. Nie jesteś sama... Kobiecie załamał się głos. Dziewczyna mimo woli słyszała te słowa. Coś kazało jej się zatrzymać. Stanęła i patrzyła... Jak to możliwe, że obcy człowiek jednym zdaniem tak ją poruszył? Czy w jej historii było coś co mogłoby jej pomóc zrozumieć... Musiała wysłuchać kobiety, aby się przekonać. Wolnym krokiem wróciła na krzesło i usiadła. Kobieta płakała... Przez chwilę dziewczyna 7przyglądała się jej w milczeniu. W końcu położyła jej dłoń na głowie. Pogładziła jej włosy. Kobieta podniosła oczy. Coś o czym jej powiedziała sprawiło jej wielkie cierpienie.
- Widzę, że to boli.... nie musisz-wyszeptała dziewczyna
Kobieta otarła oczy i powiedziała pewnym siebie, choć łamiącym się głosem: -
- Muszę, bo tylko w ten sposób otworzysz się. Pokonamy razem ten strach, który Cię paraliżuje... westchnęła głęboko.
- Poznaliśmy się na bankiecie firmowym. Wydawało mi się, że skoro mam pieniądze i stanowisko vice prezesa w dużej firmie niczego mi nie potrzeba. Miałam duży dom, sporo pieniędzy i poukładane życie. Dom, praca i czasem znajomi- tak wyglądały moje dni. On był kontrahentem. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam on wyraźnie mi się przyglądał. Był raczej milczący. Po naradzie uśmiechnął się do mnie i próbował zagadać, ale go zbyłam pod pretekstem nawału obowiązków. Właściwie to wcale nie miałam aż tyle pracy, ale nie miałam także ochoty na pogawędki z obcym mężczyzną. Kilkakrotnie później mijałam go na korytarzu. Widziałam jak rozmawiał z moją sekretarką. Ukradkiem obejrzałam się i zobaczyłam jak wodzi za mną wzrokiem. Uśmiechnęłam się do siebie. Miałam pewność, że nadal jestem atrakcyjna. Któregoś dnia zauważyłam, że on coraz częściej bywa w firmie bez konkretnego powodu. Nie podobało mi się to, ale znosiłam go, bo miałam wiele zajęć. Kiedyś nawet zwróciłam uwagę mojej sekretarce że w godzinach pracy ma się zajmować swoimi obowiązkami, a nie zabawianiem klientów firmy. Wiedziałam, że ją to zabolało, ale musiałam tak postąpić. Kilka dni potem odbył się ten bankiet. On stał w rogu sali i patrzył na mnie. Gdy zaczęli grać wolne utwory podszedł i poprosił mnie do tańca. Niechętnie się zgodziłam, ale zatańczyłam z nim. Właśnie wtedy pomyślał, że ma jakieś szanse u mnie. Zaczął za mną chodzić. Dawał mi znaki, że jest mną zainteresowany. Długi czas walczył o moje względy za pomocą różnych drobiazgów... W końcu umówiłam się z nim. Był szarmancki, czuły, troskliwy. Szybko mnie w sobie rozkochał. Wprowadził się do mnie pod pretekstem, że moje mieszkanie jest milsze i bardziej zadbane. Opowiadał, że od dłuższego czasu jest sam i troszkę je zaniedbał. Twierdził, iż jest po przejściach. Opowiadał jej o zazdrosnej partnerce, która nie dawała mu żyć. Współczułam mu. Poza tym jego troska o mnie była wręcz rozczulająca. Był 8taki romantyczny, wyrozumiały i delikatny. Szybko jednak okazało się, że bardzo się pomyliłam w stosunku do niego.... jej głos zaczął drżeć...
Dziewczyna wzięła ją za rękę. Miała pewność, że ta kobieta stanie się jej bardzo bliska dzięki tej historii.
- Stał się zaborczy, nie mogłam wyjść na drinka po pracy, przestałam chodzić na bankiety. Zawsze tłumaczył, że nie chce tracić czasu na głupoty, że chce mnie mieć dla siebie. Był zupełnie innym człowiekiem niż ten, który tak o mnie zabiegał. Tłumaczyłam go sama przed sobą, że ma rację. W końcu nie byliśmy już tacy młodzi. Zaczęłam zawalać pracę co nie umknęło uwadze prezesa. Kazano mi się wziąć za siebie. Gdy mu o tym powiedziałam miałam nadzieję, że mnie wesprze. Chciałam mieć pewność, że to zrozumie. On jednak zrobił
Przestała mówić, po jej policzku spłynęła łza... Odetchnęła, po czym znów mówiła, ale już wolniej:
- Zrobił coś innego. Zaczął mi tłumaczyć, że prezes powinien mnie zrozumieć, że jest coś więcej niż tylko praca. Powiedziałam mu, że może i ma rację, ale praca też jest ważna. Czułam jednak, że moje argumenty do niego nie trafiają. Po chwili on zaczął wrzeszczeć, że nie mam prawa tak mówić, że mam wybierać co ważniejsze, że i tak mamy dużo pieniędzy... Z jednego słowa zrobił awanturę. Po kilkunastu minutach krzyku poszedł do pokoju gościnnego i trzasnął drzwiami. Pół nocy wtedy przepłakałam. Myślałam, że rano zmięknie. On jednak zamknął drzwi na klucz. Nie pozwolił mi wyjść. Wtedy pierwszy raz pokazał swoją prawdziwą twarz. Później, gdy już byłam tylko w domu nie robił awantur ,był tym samym mężczyzną, którego pokochałam. Kiedyś odwiedziła mnie przyjaciółka. Chciała poplotkować jak za dawnych czasów, przyniosła butelkę wina. Dopytywała czemu nie ma mnie w pracy, dlaczego urwałam kontakty towarzyskie po czym ze śmiechem rzuciła do niego:
-Ona nie jest Twoją własnością.
Spojrzał na nią wściekły, wziął butelkę ze stołu, pociągnął łyka i rzucił nią o ścianę krzycząc:
- Wynoś się suko z mojego domu
9. Ona była przerażona i uciekła ,a ja zostałam. Od tej pory zaczęło się moje piekło.
- Nie mów już nic ,wiem jakie to musi być ciężkie...
- Masz rację, to były straszne chwile, ale muszę to wyrzucić z siebie. Po tym incydencie już nawet nie mogłam prowadzić rozmów telefonicznych. Zaczęłam się go bać. Nie spuszczał mnie z oka ,ze wszystkiego musiałam się tłumaczyć. Kiedyś zmywałam i niechcący upuściłam szklankę. Wyzywał mnie wtedy od niedorajdy, a gdy zaczęłam mu mówić ,że to nie moja wina on..... on......
Nie potrafiła wydusić tego z siebie
- On uderzył mnie! Po raz pierwszy podniósł na mnie rękę. Pobiegłam do sypialni i płakałam. Oczywiście rano były kwiaty, przeprosiny. Wybaczyłam, bo wierzyłam, że mnie kocha. Potem było coraz gorzej. Bił mnie pod byle pretekstem, ale zawsze na drugi dzień przepraszał i zapewniał o uczuciu. Ufałam jego słowom. Bałam się nie wierzyć. Któregoś wieczora jednak przesadził. Tego dnia od rana dzwonił telefon. Nawet nie pytałam czy mogę odebrać, bo widziałam, że każdy kolejny telefon wzbudza w nim wściekłość. Po jakimś czasie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. On poszedł otworzyć. To był mój prezes. Chciał się ze mną zobaczyć i dowiedzieć się dlaczego od tylu dni nie ma mnie w pracy. Powiedział mu, że musiałam pilnie wyjechać do chorej siostry. Na do widzenia rzucił:
- To moja kobieta i trzymaj się od niej z daleka.
Był wściekły. Zatrzasnął drzwi przed nosem prezesa. Siedziałam na kanapie. Wszedł do pokoju i krzyknął:
- Myślałaś, że się nie dowiem o Waszym romansiku?
Próbowałam mu wytłumaczyć zaniepokojenie mojego przełożonego, ale on nie słuchał. Wrzeszczał, że mi nie daruje. Gdy wstałam z kanapy podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz. Upadłam. Zażądałam, żeby przestał, a on zaczął mnie kopać. Pobił mnie tak bardzo, że straciłam przytomność. Gdy ją odzyskałam siedział nade mną we łzach błagając o wybaczenie:
- Kocham Cię. Musisz mi wybaczyć.
10- Nie. Wynoś się z mojego domu i z mojego życia.
- Nie możesz mi tego zrobić.
Wstałam z podłogi i pokazałam mu gestem na drzwi. Wtedy spuścił głowę, podszedł do mnie, złapał za włosy i syknął:
- Nie wyrzucisz mnie stąd, bo kochasz mnie tak jak ja Ciebie. Jeśli spróbujesz znajdę Twoją rodzinę i skrzywdzę ich-jeden po drugim. Na końcu zrobię i Tobie coś bardzo niemiłego. Wtedy popchnął mnie na drzwi i poszedł do sypialni. Zamknął drzwi na klucz. Nocowałam na kanapie.
Spojrzała na dziewczynę, która płakała. Teresa czuła jej ból.
- Dajmy już spokój tej historii. Jesteś zbyt poruszona – stwierdziła z troską.
- Nie, proszę, nie przestawaj. Jest w tej opowieści coś co jest mi dziwnie bliskie. Nie wiem co, ale się dowiem dzięki Tobie.
Otarła mokre od łez oczy. Musiała jej wysłuchać. Było to dla niej trudne, ale tylko tak mogła się dowiedzieć czegoś o sobie. Wiedziała, że to jedyny sposób, aby przypomnieć sobie wszystko.
- Z dni na dzień stawał się coraz bardziej agresywny. Już nie przejmował się drobiazgami takimi jak przeprosiny. Bił mnie bez opamiętania, zaczął pić. Nie zwracał na mnie uwagi- byle w domu było czysto, miał co jeść i miał czyste ubrania. Przestawał wracać na noc, a gdy przychodził do domu był kompletnie pijany. Nadal się go bałam, ale postanowiłam, że tak dłużej być nie może. Któregoś dnia po prostu spakowałam go, wyrzuciłam wszystko przed dom. Zabrałam klucze i czekałam. Wrócił późno wieczorem. Był zaskoczony, że jego rzeczy są przed domem. Zapukał do drzwi. Gdy nie otwierałam zaczął walić w drzwi. Wiedziałam, że nie mogę postąpić inaczej. Zadzwoniłam na policję. Oczekiwanie aż przyjadą wydawało mi się trwać wiecznie.
- Nie bałaś się, że może nie zdążą na czas?
- Oczywiście, że się bałam jednak bardziej bałabym się żyć z nim dalej pod jednym dachem. Gdy tylko przyjechali zaprosiłam ich do środka. Niestety on też wszedł. Zaczęłam im tłumaczyć o co chodzi. On cały czas wtrącał się i przerywał. Nic nie pomagały prośby policjantów. Twierdził, że dom nie jest mój, że 11mieszkam u niego. Kazali pokazać papiery własności. Przyniosłam im je. Wtedy on próbował uciec.
- Jak to uciec? – dziewczyna była w szoku
- Też nie rozumiałam. Jemu udało się uciec, a ja zostałam sama. Wiedziałam, że on wróci. Po kilku godzinach odebrałam telefon. Policja ustaliła, że mój partner podszywał się pod swojego kolegę z innego miasta. Byłam w szoku! Musiałam jechać na komisariat złożyć szczegółowe zeznania. Wsiadłam w auto. Czekał kilka ulic dalej. Zaczął biec za samochodem wygrażając mi. Nagle zniknął. Jechałam szybciej, by już się na niego nie natknąć. Nagle wyrósł jak spod ziemi. Nie zdążyłam zahamować..
- Potrąciłaś go?
- Tak. Zatrzymałam się i wezwałam karetkę. Gdy doszedł do siebie oskarżył mnie o próbę zabójstwa. Gdy zostaliśmy sami powiedział mi, że teraz muszę się nim zajmować. Jeśli nie wytoczy przeciwko mnie proces.
- O mój Boże…. Nadal się z nim męczyłaś?
- Dopóki był w szpitalu czuwałam nad nim. Byłam jego służącą. Wykorzystywał mnie jak tylko mógł, a ja bałam się zaprotestować. Gdy już się pakował ktoś wszedł do pokoju. Była młoda kobieta. Powiedziała, że widziała zajście i nie jestem winna. Już chciał uderzyć kobietę, gdy weszła policja. Skuli go w kajdany i zabrali. Potem dowiedziałam się, że dostał wyrok za podszywanie się pod kogoś. Poza tym dostał zakaz zbliżania się do mnie.
- Czyli musiał dać spokój? Zapytała dziewczyna z nadzieją
Teresa uśmiechnęła się blado.
- Nie. Wydzwaniał do mnie, przychodził do pracy. W nocy stał pod moimi oknami. Nawet do sklepu chodził za mną. Pisał listy, w których wyznawał mi gorące uczucie. Opisywał tam naszą wspólną przyszłość gdy już wrócimy do siebie. Uznał to wręcz za pewnik. Ja natomiast zaczęłam się bać własnego cienia. Wariowałam przez niego i wiedziałam o tym. Kiedyś w liście znalazłam zakrwawione zdjęcie siostry z groźbą –wróć, a nic się jej nie stanie. Byłam pewna, że ją uprowadził. Wybiegłam z domu, znalazłam go i bez słowa uderzyłam. Biłam go bez opamiętania. Krzyczałam przy tym, że nigdy nie daruję 12mu krzywdy, którą mi wyrządził. Byłam wściekła. Nienawidziłam go. Wtedy nadjechał radiowóz. Zatrzymali nas oboje, ale mnie szybko wypuścili. Dostałam upomnienie. Co dalej się działo nie wiem. Więcej już go nie widziałam. Pewnie po prostu się wystraszył.
- Jak tu trafiłaś skoro dał Ci spokój?
- Jak już wspomniałam bałam się własnego cienia. Ciągle go widziałam, mimo iż go nie było. Sama się tu zgłosiłam. Jestem tu ponad rok, ale nadal ciężko mi się otrząsnąć. Dopiero Ty jako pierwsza słyszysz moją historię w całości.
Wtedy drzwi sali otworzyły się i weszła pielęgniarka.
- Szukamy Cię. Wracaj na salę.
- Ja chcę zostać z Teresą.
-Jutro też jest dzień. Teraz jest późno i musisz odpocząć.
Dziewczyna niechętnie wstała i wyszła z pielęgniarką. Gdy już była w swoim pokoju długo nie mogła zasnąć.
  • awatar aleksandrastar: @gość: spaliło mózgu połowe... interesujące czemu uderzasz we mnie. Rozumiem,że się nie podoba-masz prawo.
  • awatar Gość: "Ostatnie dni nam odliczają A zegary nieustannie tykają Zimny wiatr uderza w okiennice I zdradza ukryte tajemnice... Ogarnia przejmującym chłodem Dotyka z zaskoczenia lodem Siecze mrozem w twarz Otacza jak wroga straż... Oglądam sie na Ciebie - Chyba nie jest Ci jak w niebie? Czemu wiec jak słup tam stoisz? Czego tak bardzo sie boisz? Czemu nie ratujesz z utrapienia? Czemu sam tkwisz w ogniu cierpienia? Czemu cierpienie zadajesz? Czemu taki podstepny sie stajesz? Pytań całe tysiące Jak jakieś głownie gorące Spadają na moją rozpaloną głowę - Czyzby cos spaliło Ci juz mózgu połowę....?"
  • awatar aleksandrastar: to tylko początek historii tej dziewczyny,ale na razie więcej nie mam. Gdyby ktoś był zainteresowany czytaniem proszę o komenty.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witam,ten blog będzie służył Wam-chcę,żebyśie przeżywali ze mną wzruszenia i czuli moje emocje.